Biegliśmy dosyć szybko przez jasno oświetlony korytarz, aż naszym oczom ukazał się czerwony napis "Izba Przyjęć". Zwolniliśmy aby wyhamować przed drzwiami i przy okazji na nikogo nie wpaść. Nie potrzebowałam dodatkowych urazów teraz jeszcze i ja albo Michał. Mimo iż była sobota i wczesna godzina, około 21, to korytarze świeciły pustkami. Może sobotni szturm poszkodowanych zaczyna się dopiero koło północy kiedy to zwykle następuje imprezowy zwrot akcji i liczenie strat? Z dwojga złego, to chyba lepiej. Weszliśmy na oddział i od razu skierowałam się w stronę recepcji.
- Dobry wieczór, przed chwilą przywieziono tutaj taką dziewczynę która miała drgawki i zemdlała, około 19 lat! - wykrztusiłam zdyszana - Gdzie ją mogę znaleźć? - dodałam.
- Pani jest z rodziny? - zapytała ze stoickim spokojem.
No tak, oczywiście. Zamiast mi kurde powiedzieć to oczywiście teraz formalności. Do jasnej cholery!
- Tak, jestem jej bliską kuzynką, praktycznie jej najbliższą rodziną! - skłamałam bez zawahania - Gdzie ją przyjęto?
- Proszę tym korytarzem do końca - wskazała krótki korytarz po lewej - a potem w prawo, aż do znaku "Oddział Intensywnej Opieki Medycznej" w skrócie "OIOM".
- Dziękuję - odpowiedziałam i pobiegłam we wskazane miejsce.
Michał posłusznie biegał za mną. Trochę to musiało śmiesznie wyglądać, ale w tamtej chwili to była ostatnia rzecz która mnie obchodziła. Chciałam tylko znowu zobaczyć Lenę, wiedzieć, że jest już bezpieczna.
To co ujrzałam, przeszło moje najśmielsze oczekiwania. Zobaczyłam ją podpiętą do jakiejś skomplikowanej aparatury, z rurką w ustach, kroplówką, podpiętą do kardiomonitora i wielu innych sprzętów których nazw nawet nie znałam. Czuwała przy niej pielęgniarka, która gdy tylko mnie zobaczyła od razu zawołała lekarza który do nas wyszedł.
- Witam, nazywam się Karol Lewandowski. To ja przyjmuję panią Lenę - zaczął - Pani jest kimś z rodziny?
- Tak, jestem bardzo bliską kuzynką, to ja wezwałam pogotowie - potwierdziłam - Czy może mi pan powiedzieć co z nią?
- Stan pani Leny jest krytyczny ale stabilny - odpowiedział - Przyjęliśmy ja w stanie fatalnym, była nieprzytomna i nagle również zatrzymało jej się krążenie. Musieliśmy ją reanimować, udało się po kilku próbach. Wprowadziliśmy ja w stan śpiączki farmakologicznej, podaliśmy płyny aby wytrzeźwiała. Miała trzy promile alkoholu we krwi. Oprócz tego dostała też drgawek, ale udało nam się to opanować. Było ciężko, ale zrobiliśmy wszystko jak należy i na razie czekamy jak organizm zareaguje na podjęte działania. Pielęgniarka czuwa w razie gdyby wystąpiły jakieś niepożądane zachowania.
Z każdym jego słowem czułam, że robi mi się coraz słabiej. Michał widząc to złapał mnie i mocno przytulił. Tak bardzo tego potrzebowałam. Przeszliśmy do szpitalnej kawiarenki. Gdy usiadłam, zaczęło do mnie docierać, że właśnie prawie straciłam kolejną ważną osobę w moim życiu...
- Widziałeś to?! Widziałeś?! - zaczęłam krzyczeć do Michała i szarpać go z bezsilności.
- Spokojnie, spokojnie, już... Będzie dobrze, poradzi sobie... - próbował mnie uspokajać.
- Gdybyśmy tam nie przyszli, ona mogła by już nie żyć!!! Rozumiesz?! Przez ten jej pieprzony nałóg mogłam ja stracić!!! Wtedy to już naprawdę zostałabym prawie całkiem sama!!! - schowałam twarz w dłoniach i zaczęłam płakać. Michał przysiadł się do mnie i znów mnie przytulił. Moje zdenerwowanie mieszało się z płaczem, żalem, zażenowaniem, troską i przede wszystkim ze strachem.
- Jest młoda ma młody organizm wyjdzie z tego, ogarniasz?
- Ale Ty nic nie rozumiesz! To nie jest pierwszy raz! Już kiedyś wylądowała w szpitalu bo za dużo amfy wciągnęła i miała zapaść... Kapę to ona ma średnio raz w tygodniu, może i nawet częściej!!! Ja już nie potrafię jej pomóc! Rozumiesz?! Nie potrafię, do jasnej cholery! Ona mnie nie chce słuchać!!! Wpakowała się w ten alkoholizm i nie potrafi z niego wyjść!
- No... A gdzie są jej rodzice? - zapytał.
- Ojca nie zna, a matka prostytutka ćpunka - odpowiedziałam - Całymi dniami nie ma jej w domu. Za dnia upija się i imprezuje gdzieś w bogatym towarzystwie, a noce spędza u bogatych świrów. Czasami przynosi zarobioną kasę do domu, jak nie znajdzie towarzystwa na noc. To dokładnie tak jak w "The A-Team"... Logiczne, że się nią nie interesuje. Ma swoje zajęcia, swoje towarzystwo, poza tym uważa, że jeśli Lena jest już dorosła to sama sobie poradzi...
- To jest chore...
- No co Ty... - zakpiłam - Lena to jedyna moja przyjaciółka, wspierała mnie kiedy ja przeżywałam ciężkie chwile więc ja wspieram ją teraz. Tylko, że ta sytuacja ciągnie się już od jakiś trzech lat... I nie wygląda na to, żeby miała się szybko zakończyć.
- Rozmawiałaś z nią o tym? - zadawał tak oczywiste pytania że nawet nie chciało mi się na nie odpowiadać.
- Żartujesz sobie ze mnie? Oczywiście, że tak. I to ile razy! Ale ona mnie tylko uspokajała, mówiła że wszystko ma pod kontrolą... Taa, właśnie widzę tą jej kontrolę... Lena jest zajebista, kocham ją za to co dla mnie zrobiła, ale to ja jestem zła bo nie potrafię jej pomóc...
- Przestań, nie obwiniaj się za jej uzależnienie. Przecież to nie Twoja wina! - zaprzeczył.
- Właśnie, że moja. Ona ma tylko mnie, ja mam tylko ją! I powinnyśmy dbać o siebie nawzajem... Chciała się do mnie przeprowadzić jakiś czas temu, nawet już to planowałyśmy. Tylko postawiłam jej jeden warunek. Zero picia na tygodniu i żadnych narkotyków. Niby się zgodziła, ale ciężko jej było widziałam..
- I co, będzie coś z tego?
- Miała uciec z domu w następnym tygodniu... Ale przez ten jej dzisiejszy incydent coś czuje, że sprawy nam się trochę pokomplikują...
- Mogę Wam pomóc.. - zaoferował się.
- Dziękuję, ale myślę że musimy się uporać z tym same - powoli się uspokajałam - Jeśli chcesz mi pomóc to przynieść mi coś ciepłego do picia z automatu. Może być jakaś kawa - powiedziałam i cmoknęłam go w policzek. Natychmiast spełnił moją prośbę i już po minucie mogłam się cieszyć jak ciepły napój rozgrzewa mnie od środka. Do złudzenia przypominał kawę, choć smakował bardziej jak mocniejsze kakao, ale czegoż tutaj się spodziewać po tandetnym automacie... Prawdziwa kawa - tylko parzona w domu.
- Skoro już jesteś taki chętny do pomocy to może zechciałbyś przejść się pod salę i sprawdzić czy wszystko okej? - uśmiechnęłam się. Zmęczenie po nieprzespanej nocy sprawiało, że moje powieki stawały się coraz cięższe a pseudo napój wcale mi nie pomagał - wręcz przeciwnie.
- Jasne kochanie, zaraz wracam.
Nie było go dość długi czas, a przynajmniej tak mi się wydawało. Może to ten szpital tak na mnie działa, że czas się dłuży. Spojrzałam na wyświetlacz telefonu - 22:15. Nawet jeszcze nie tak źle. Gdy zastanawiałam się co będziemy dalej robić i rozważałam opcję czuwania przy przyjaciółce, wrócił Michał.
- Zaczepił mnie lekarz. Prosił, żeby Cię przyprowadzić ma dla Ciebie jakieś informacje.
- Mnie? No cóż - niezbyt chciało mi się ruszać z kawiarenki ale zrobiłam to dla swojego dobra. Jeszcze bym tutaj zasnęła... - Idziesz ze mną?
- Czemu nie...
Gdy dotarliśmy pod drzwi OIOM-u, delikatnie zapukałam w szybę. Zauważył to lekarz czekający w dyżurce i skierował się do nas.
- Przed chwilą pani Lenie znów zatrzymało się krążenie. Musieliśmy podjąć ponowną reanimację.
Zrobiło mi się słabo. Czułam jak grunt usuwa mi się spod nóg.
- Znowu?!
- Niestety. Było ciężko, trwało to 3 minuty, ale udało nam się. Jej stan nadal jest ciężki. Mam też lepszą wiadomość - powoli alkohol wyparowuje z organizmu. Przyszły wyniki z powtórnego badania krwi, mamy teraz 2,35 promila. Wychodzi z niej w całkiem dobrym tempie, to dlatego że jest młoda. Jeśli zejdzie do jednego promila spróbujemy ją wybudzić i zobaczymy co dalej. Na razie pozostaje tylko czekać.
- Dziękuję... - szepnęłam bo nie byłam w stanie wydusić słowa - Widzisz to? - powiedziałam płaczliwym głosem - Jeszcze wszystko może się zdarzyć. Chodźmy stąd, nie mogę na nią patrzeć w takim stanie.
- Chodź na świeże powietrze.
Staliśmy już tak dłuższą chwilę na podjeździe dla karetek. Przyjechało ich też kilka w międzyczasie i poczekalnia izby powoli się zapełniała. Z nudów zaczęłam opowiadać Michałowi historię Leny.
- Jej matka jest prostytutką odkąd pamiętam, ale zawsze nazywała to jako praca na nocną zmianę. To znaczy, o tym, że jest dziwką dowiedziałyśmy się po wspólnym śledztwie. Byłyśmy wtedy w gimnazjum, chyba druga albo trzecia klasa. Lena miała dość tego, że matka znika jej na całe noce tłumacząc się pracą do późna w biurze i nocną zmianą. Poza tym to było podejrzane bo zauważałyśmy, że za bardzo się stroiła, ubierała krótkie spódniczki, głębokie dekolty. Często dostawała tajemnicze telefony i zawsze wtedy szła do swojej sypialni i zamykała się na klucz i nie wychodziła stamtąd przez godzinę, dwie. Kiedyś, przez przypadek, Lena ogarnęła hasło do jej telefonu i gdy ona brała prysznic sprawdziłyśmy jej go. Kilka godzin wcześniej dostała smsa - miała się spotkać w hotelu w mieście z jakimś gościem. Postanowiłyśmy to sprawdzić, bo ona oczywiście okłamała nas, że idzie do biura na noc, a tymczasem co? Szła całkiem gdzie indziej!
- Typowe.
- Śledziłyśmy ją od wyjścia z domu i pojechałyśmy rowerami, aż do miasta, do tego hotelu. Myślałyśmy, że to kolega z pracy. Sposób w jaki się przywitali dał nam dużo do myślenia. Całowali się tak namiętnie, że praktycznie wyglądało to jakby już zaraz miało tam do czegoś dojść między nimi na tym parkingu. Potem weszli do środka a my zaczaiłyśmy się za nimi. Przekradłyśmy się do magazynku aby przebrać się za sprzątaczki. To była akcja niczym z amerykańskiego filmu! Udało nam się dostać na piętro gdzie był ich pokój i zaszyłyśmy się w pomieszczeniu gospodarczym obok ich lokum. Przez kratkę wentylacyjną słyszałyśmy wszystko co chciałyśmy i to czego nie chciałyśmy niestety też. Wtedy byłyśmy już pewne, że całe jej życie to ściema. Nagrałyśmy też trochę ich rozmów, żeby mieć jakiś dowód.
- I co zrobiłyście? Nie mów, że wparowałyście tam do nich! - zaśmiał się.
- Nie no co ty, aż tak hardkorowo nie było. Wyszłyśmy jak gdyby nigdy nic z hotelu i wróciłyśmy do mojego mieszkania. Zamknęłyśmy się w moim pokoju. Rozmawiałyśmy o tym całą noc. Lena dużo wulgaryzowała i płakała. Była mega wściekła. I wcale jej się nie dziwię. Zdemaskowałyśmy ją na następny dzień. A ona? Nie zaprzeczała, nie wypierała się, była po prostu tylko bardzo zdziwiona - nie spodziewała się, że ją rozpracujemy. A potem było jeszcze gorzej. Chyba stwierdziła, że skoro już o wszystkim wiemy to nie będzie się z tym kryć i zaszaleje jeszcze bardziej. Zaczynała wracać do domu naćpana, przyprowadzać obcych facetów. Jeden z nich kiedyś mało co nie zgwałcił Leny. A ona zaczęła pić, imprezować, żeby zapomnieć o problemach. A ja? Na początku ją rozumiałam i nawet usprawiedliwiałam, bo wiedziałam, że musi odreagować. Ale i tak starałam jej się udowodnić, że alkohol jej nie pomoże, że można się wyżyć w jakiś inny sposób. Nie chciała mnie słuchać. I tak jakoś to upłynęło, tak się ciągnęło. Raz tak zabawiła z jakimiś przypadkowymi kolesiami, że dostała zapaści. Za dużo amfy jak na pierwszy raz. Idioci się przestraszyli, zadzwonili po karetkę i szczęście w nieszczęściu udało się ja uratować. Na chwilę się ogarnęła, obiecała, że nie będzie więcej brać, ale alkohol jej nie przeszkadzał. Więc piła dalej. A najlepsze jest to, że oprócz tego praktycznie normalnie chodziła do szkoły i się uczyła. Co prawda dwa, trzy razy w tygodniu więc miała sporo zaległości, ale jakoś ciągnęła.
- A jej matki nie wezwali?
- Wzywali i to ile razy... Ale ta dziwka miała to gdzieś, jak sam się pewnie domyślasz. Jak trzeba było usprawiedliwić to ja podrabiałam jej zwolnienia. Wszystkie karteczki ja jej pisałam, wychowawca nawet nie znał jej pisma, nie wiedział, że pismo jej matki to tak naprawdę moje. Więc nie miał się do czego przyczepić skoro wszystkie były takie same. A Lena staczała się coraz bardziej. Oczywiście, miała też inne zajęcia - czasami chodziła ze mną na treningi siatkówki, wyszukiwała różne covery w internecie - tak, to ona znalazła Twoje nagrania i mi pokazała - ale to stanowiło tylko niewielką część jej życia. Większość to były imprezy i alkohol. Po tym jak matka przestała nocować w domu i było jej wszystko jedno, Lena zaczęła organizować je u siebie na chacie. I właśnie na jednej z takich imprez byliśmy kilka godzin temu.
- Teraz to wszystko układa się w logiczną całość...
- No i co? Co ja mam z tym zrobić? - zapytałam zrozpaczona - Jak to rozegrać? Jak ja mam ją uratować, żeby do końca sobie życia nie zmarnowała?
- Nie wiem, kochana. Ale coś wymyślimy. Teraz siedzimy w tym razem i nie zostawię Cię samej - przytulił mnie mocno - Zbyt długo byłaś sama pod natłokiem problemów zamiast cieszyć się życiem.
- Wiesz co... Muszę Ci coś powiedzieć... Ale to będzie w pewien sposób brutalne...
- Ekhem, no cóż, chwila prawdy - uśmiechnął się.
- No bo w sumie to jestem wdzięczna Oldze za tą jej szopkę - zaczęłam powoli - No bo popatrz - gdyby nie ona to byś się tu nie przeprowadził, ja bym Cię nie poznała i co by wtedy było?
- Musimy jej kiedyś podziękować. Jak ją odwiedzimy. W szpitalu - odpowiedział - Psychiatrycznym, rzecz jasna - dodał.
- Masz rację - zaśmiałam się - Okej, patrz która godzina... - spojrzałam na telefon - Dwadzieścia po północy! Chodźmy bo trochę mi się chłodno zrobiło. Wróćmy do kawiarenki, ale po drodze zahaczmy o OIOM, chcę sprawdzić jak tam sytuacja.
- Oczywiście.
Gdy dotarliśmy pod salę, Lena nadal leżała, pielęgniarka nadal czuwała - czyli ogółem - wydawałoby się, że nic się nie zmieniło. Zapukałam nawołując szeptem lekarza. Zauważył nas po chwili i podszedł po drodze szepcząc pielęgniarce coś do ucha.
- Panie doktorze, jak tam sytuacja, lepiej już? - zaczęłam.
- Tak, właśnie przyszły kolejne powtórne wyniki badań. Dzięki elektrolitom i płynom alkohol wychodzi z niej w dosyć szybkim tempie. Zostało nam 1,5 promila. To nadal dużo aczkolwiek w porównaniu do stanu sprzed czterech godzin, to i tak sukces.
- Co będzie dalej?
- Wybudziliśmy pacjentkę pół godziny temu, była w szoku, nie wiedziała gdzie jest i co się stało. Pielęgniarka jej wszystko wytłumaczyła i dłuższą chwilę starała się ją uspokoić. Udało się i Lena samodzielnie zasnęła. Teraz śpi już normalnym snem, nie potrzebna jest śpiączka. Poczekamy aż alkohol wyparuje do końca, wtedy zrobimy szczegółowe badania. Ale... - przerwał.
- Co ale? Co się stało?
- Ostatnie wyniki badań są dosyć niepokojące. Niektóre parametry wątrobowe są podwyższone. Może to być spowodowane zakłóceniami z powodu alkoholu ale może też wskazywać na znaczne uszkodzenie wątroby. I tu pojawia się problem - dopóki pani Lena nie wytrzeźwieje, nie możemy sprawdzić w jakim stanie jest jej wątroba i jak ją leczyć. Wiemy natomiast, że jest uszkodzona i na pewno trzeba będzie ją przewlekle leczyć - nie wiemy tylko jakie działania podjąć. Tak jak mówiłem - czekamy aż wytrzeźwieje. Dajemy jej czas do rana, zrobimy kolejne badania i wtedy zadecydujemy.
- No cóż, w takim razie dziękuję.
Na oddziale zostaliśmy do rana. Czas upłynął nam szybko bo w między czasie skoczyliśmy do domu Leny by ogarnąć towarzystwo i delikatnie mówiąc - wywalić ich stamtąd. Nie obyło się bez użycia siły bo zjarani i nawaleni uczestnicy imprezy nawet nie zauważyli braku organizatorki imprezy. W przelocie zaczęłam im tłumaczyć, że wylądowała w szpitalu, ale alkohol który krążył w ich krwiobiegu nie dawał im szans na trzeźwe myślenie i nie przejęli się tym za bardzo. Ogłosiłam więc koniec melanżu i wywaliłam ich z domu. Ogarnęłam resztki jedzenia, przekąsek, ustawiłam meble z powrotem na ich miejsce, posprzątałam łazienkę a Michał spakował do worka wszystkie puszki i butelki, uratował resztki procentów, bo mimo wszystko szkoda tego przeklętego napoju, i wyrzucił skręty nielegalnej substancji do kosza. Doprowadziliśmy dom do stanu względnego ogarnięcia i wróciliśmy do szpitala.
Zdrzemnęliśmy się wtuleni w siebie na niewygodnej ławce i tam zastał nas poranek. Było około godziny szóstej kiedy znów zapukałam do drzwi OIOM-u z pytaniem o stan Leny.
- Podziwiam panią za to całonocne czuwanie - zaczął.
- Nic dziwnego przecież to moja przy... - w ostatniej chwili ugryzłam się w język. Ze zmęczenia już nad tym nie panowałam - przyrodnia siostra! To znaczy... nie tak dosłownie, bo my to się traktujemy prawie jak siostry, jesteśmy dla siebie praktycznie jedyną rodziną, jej matka się nią nie interesuje! No więc... się nawzajem wspieramy, no bo przecież nikt inny by się nią nie zainteresował! Widzi pan tu kogoś z jej rodziny? Nawet mamusia nie przyszła choć wiele razy do niej dzwoniłam... - próbowałam ratować swoją sytuację.
Lekarz pokiwał głową na znak zrozumienia. Chyba to kupił. Spojrzał najpierw na mnie, potem na Michała i znów na mnie.
- W takim razie muszę powiedzieć, że pani przyrodnia siostra, czy jak tam się nawzajem nazywacie, już wytrzeźwiała. Około piątej nad ranem przyszły wyniki z powtórnych badań i nie są one zadowalające - westchnął.
- To znaczy?
- To znaczy, że jej wątroba przeszła solidną rewolucję i skutkiem tego będzie prawdopodobnie przewlekła choroba. Mam nadzieję, że uda nam się zahamować jej rozwój lekami, i że nie będzie to tylko tymczasowe. Postaramy się zrobić wszystko, żeby uniknąć ostatecznej deski ratunku. W razie gdyby leki i antybiotyki nie pomogły.
- A co jeśli nie pomogą? Co to za ostatnia deska ratunku?
- Wtedy na 90% konieczna będzie operacja lub nawet przeszczep.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz