No dobra, brakuje mi miłości.
Przyznaję. Nigdy nie byłam w związku.
Nie wiem jak to jest zakochać się.
Cały dzień nie mogłam się skupić... Lekcje dłużyły mi się w nieskończoność... Popołudnie też. Od myślenia oderwał mnie na szczęście wieczorny trening. Godzinka biegania to jest to. Wyszłam na zewnątrz i głęboko westchnęłam, po czym donośnie zawołałam "Graham!!!". Nie czekałam nawet pół minuty, a z ciemności zaczęła się wyłaniać pędząca prosto w moją stronę, postać biało-czarnego husky. Podbiegł i posłusznie wystawił swoją obrożę do zapięcia smyczy. Najukochańszy pies świata. Pogłaskałam go, zapięłam i pobiegliśmy przed siebie. Wszystkie emocje idą na bok, liczy się tylko to, że biegniemy przed siebie.
Zanim się zorientowałam byłam pod przystankiem. Dlaczego? Nie, biegniemy dalej. Jutro tu przyjdę, będzie też Michał. Nie ma rozpraszania się podczas treningu. No dalej, lecimy! "Chodź!" szepnęłam do Grahama a on posłusznie poprowadził nas do naszej miejscówki. Niecałe pół godziny później i kilka kilometrów dalej dotarliśmy nad staw. W nocy wyglądał wyjątkowo, czuło się prawdziwą magię. Dodatkowo, dziś pełnia. Blask księżyca odbijał się w spokojnej tafli wody i oświetlał zazwyczaj ciemną okolicę. Tutaj zawsze zatrzymujemy się na odpoczynek.
- Powiedz mi, mój najukochańszy, najlepszy, najwierniejszy i w ogóle naj psie, dlaczego miłość jest taka skompilowana? Dlaczego ona jeszcze do mnie nie dotarła? Ile jeszcze mam czekać?! Czuję się taka samotna...! - spojrzałam w księżyc, a potem na niego. Popatrzył tylko na mnie tymi swoimi błękitnymi oczyma, jakby chciał mi powiedzieć "Przecież masz mnie!" i nie musiał nic więcej robić. Wiedziałam, że mogę mu się wygadać. Położył mi pysk na ramieniu i był. Co z tego, że to pies? On rozumie mnie lepiej niż wszyscy... On zawsze jest przy mnie. Zwierzęta kochają bezwarunkowo.
Siedzieliśmy tak z 10 minut po czym udaliśmy się w drogę powrotną. Wróciłam, wykąpałam się, rozwiązałam kilka zadań z matematyki, aby nie robić sobie zaległości i poszłam spać. Po co miałabym się bezsensu kręcić po domu? Jeszcze wzbudziłabym jakieś podejrzenia u domowników. A myślenie o tym wszystkim chyba tylko pogarszało sprawę. Zdam się na los. Zobaczymy co będzie jutro.
O dziwo, spokojnie przespałam całą noc. Jak zwykle nic mi się nie śniło. To znaczy, pewnie mi się śniło, ale ja jak zwykle tego nie pamiętam... A szkoda, bo mogę mieć takie ciekawe sny...
Wstałam i zebrałam się do szkoły. Nie robiłam sobie nadziei. "Może on mnie tylko wkręca?" westchnęłam na głos. Zjadłam śniadanie, ogarnęłam się, wzięłam słuchawki i wyszłam. Playlista wylosowała dla mnie "Little Bird". Całkiem przyjemnie. Mniejsza z tym. Idę. Bez entuzjazmu. No, może trochę. Tak ciut, kilka procent. Ogarnij. Weronika. Słyszysz? Uśmiech. Pozytywne myślenie. Myśl! - Co będzie to będzie. Idziemy na żywioł.
Miałam być 20 minut wcześniej. Więc jestem. Tylko dlatego, że chcę go poznać i opowiedzieć mu o okolicy. Tak jak mnie prosił. Jest. Widzę go już z daleka. Czeka. No i dobrze. Przynajmniej nie jest spóźnialski. Cecha na plus.
Szłam zwyczajnym krokiem powoli zbliżając się do przystanku. Zauważyłam, że ma słuchawki, zamknięte oczy i tą samą bluzę z kapturem. Ale tym razem nie miał go założonego na głowę więc pierwsze co mi się rzuciło w oczy to jego ruda czupryna. Z daleka wyglądał prawie jak Ed Sheeran. Przysięgam, że gdybym go wczoraj nie poznała, to dziś dostałabym zawału na ten widok.
- Cześć! - zagadałam pierwsza i pomachałam mu.
- Ooo cześć! Jesteś! - ożywił się, ściągnął słuchawki i uśmiechnął się. - Siadaj!
- No jestem, jestem, jak obiecałam to przyszłam. Co tam, wstać te pół godziny wcześniej. - odpowiedziałam.
- Jak Ci minął dzień wczoraj? - zapytał. Miałam ochotę odpowiedzieć, że cały czas o nim myślałam, ale przecież to byłoby głupie... - Oprócz szkoły oczywiście... - dodał.
- Dzień jak co dzień, na razie nic się u mnie ciekawego nie dzieje. Uczyłam się, biegałam, trochę pomarnowałam czasu siedząc w internecie czyli standart.
- Biegasz? To super! - wyglądał na zachwyconego. Nie wiem czemu się tak cieszył. Miałam po prostu kilkanaście kilo do zrzucenia więc pracowałam nad tym. - A powiedz mi, że jeszcze coś trenujesz!
- A i owszem, ale jestem amatorem. Może nie "trenuję" ale lubię pograć w siatkówkę. - powiedziałam.
- Wyobraź sobie że ja też. Cóż za niesamowity zbieg okoliczności! - przerażała mnie jego radość. Co on coś insynuuje? - A raczej trenowałem, dopóki się nie przeprowadziłem... Byłem nawet w szkolnej reprezentacji, ale wszystko się skończyło i teraz szukam miejsca gdzie można potrenować. Kojarzysz może coś?
- No cóż, niestety nie. Ale możesz w mieście czegoś poszukać. Albo trenować w szkole do której będziesz chodził...
Rozmawialiśmy jeszcze chwilę o sporcie i okolicy, po czym pogawędka zeszła na temat muzyki. To ja zaczęłam.
- Ej, a mówił Ci już ktoś, że wyglądasz ja Ed Sheeran? - zaśmiałam się.
- Tak? O proszę, to pewnie przez to rude coś co mam na głowie. - przytaknął.
- Nie lubisz swoich włosów?
- Nie mam nic przeciwko. Są inne, odmienne. Ale też stereotypowe. - uśmiechnął się. - Powiem więcej, Zaskoczę Cię, pewnie.
- Zamieniam się w słuch.
- W sumie całkiem go lubię, można nawet śmiało powiedzieć że mnie inspiruje. Bardzo często słucham jego piosenek. Moje ulubione to Take It Back, Bloodstream i Firefly.
- No co ty! Chyba żartujesz! Uwielbiam go! - czułam, że prawie odlatuję tam. Michał był chyba pierwszym chłopakiem który przyznał, że lubi Sheerana. - Inspiruje Cię? Do czego? Nie mów mi, że grasz na gitarze?
- Może nie gram, coś tam sobie czasem przygrywam. Bardziej amatorsko, lubię muzykę, lubię się jej poświęcać, ale bardziej czuję się w sporcie. - odpowiedział.
W dali zarysował się kształt nadjeżdżającego autobusu. No nie... Głupi los, znowu mi to robi!
- O rany, chyba będę musiała się zbierać. - powiedziałam z wyczuwalnym smutkiem w głosie. - A tak w ogóle, miałam pytać. Chce Ci się tak specjalnie wstawać rano? Ciesz się póki możesz. Przecież można sobie pospać, a ze mną możesz się spotkać po południu. - Nawet się nie zorientowałam kiedy to powiedziałam. Zabrzmiało jakbym co najmniej zapraszała go na randkę.
- Oczywiście! - Na szczęście chyba tego nie wyczuł. - O 18 tutaj?
- W porządku! Do zobaczenia! - rzuciłam z uśmiechem i wsiadłam do autobusu. Euforia jaka mnie w tamtej chwili ogarniała była niesamowita.
Czy właśnie znalazłam swoją bratnią duszę?
Świetne, czekam na ciąg dalszy ;)
OdpowiedzUsuńBardzo fajne :)
OdpowiedzUsuńZapraszam do mnie http://gingerlovebyme.blogspot.com/
Super, nie mogę się doczekać co będzie dalej.
OdpowiedzUsuń